Prowadziłam przez lata Szkołę Ustawień.
Rozpisaną na ileś weekendów, z zakresem tematycznym i określoną ceną. Robiłam to rzetelnie. Z całym oddaniem i uważnością. Spotkania z ludźmi podczas tych momentów, procesy, przez które przewędrowaliśmy, rozpoznania emocjonalne, duchowe, umysłowe są moim cennym skarbcem. Mam nadzieję podobnie widzą to abiturienci mojej szkoły.
Podjęłam decyzję, że już nie będę prowadzić Szkoły Ustawień w ustrukturyzowanej, sztywno określonej czasowo i tematycznie formie.
Po latach doszłam do wniosku, że prowadzenie szkoły ustawień jest pułapką.
Po pierwsze pułapką jest obietnica, że z certyfikatem w ręce jesteś gotowy do prowadzenia ustawień.
Bywa, że ktoś jest gotowy towarzyszyć innemu człowiekowi w jego przestrzeni bez żadnych certyfikatów. Ważna jest tu baza doświadczenia, wiedza, umiejętności, czasem przydaje się wyuczona profesja, ale przede wszystkim istotne są ludzkie, niewymierne jakości. Coś, co dawniej nazywało się „cnotami”.
A bywa, że mając dyplom, a nawet ich garść, osoba nie ma odpowiedniej postawy wewnętrznej. Za mało w niej ciszy, serce nie jest spokojne, umysł hula z potrzebami… i prowadzenie ustawień z takimi jakościami, jest kierowaniem siebie i innych na manowce.
A przecież osoba spełniła wymogi, odbyła określoną liczbę godzin zajęć, nawet zgodnie z planem „przepracowała” własne tematy.
Tylko, czy można „przepracować temat mamy i taty”, „partnerstwa”, „miłości”… podczas weekendu, czy nawet dwóch lub trzech, poświęconych tym tematom? Czy można to zrobić „z zegarkiem w ręku”, właśnie w tym czasie, bo teraz jest moduł poświęcony sprawie? Czy można otworzyć serce zaliczając ilość godzin? Czy można oczyścić intencje? Uzdrowić duszę?
Czy każdy człowiek z certyfikatem ukończenia szkolenia ustawień jest właściwą osobą do pracy w tej przestrzeni?
Czy da się to wyregulować ilością godzin, zakresem tematycznym?
Wydaje się, że nie.
A może każdy jest właściwy… bo przecież można powiedzieć – mamy swoją drogę, trafiamy na kogo mamy trafić… podobnie jak „każda potwora znajdzie swego amatora”, a wyzwania kształtują naszą osobowość.
Może i tak.
Niemniej wobec targowiska szkoleniowego jakie zrobiło się w przestrzeni ustawień, podjęłam decyzję, że nie chcę w nim uczestniczyć.
Bert Hellinger, gdy przypominam sobie co i w jaki sposób mówił, był przeciwnikiem robienia z ustawień biznesu.
Mówił, że ustawienia są przestrzenią do czerpania z nich. Zapraszał, by ludzie różnych profesji korzystali z ustawień w potrzebnych im zakresach. A jednocześnie przestrzegał przed wchodzeniem w zawodowe bycie „ustawiaczem”. Szczególnie przestrzegał by nie robiły tego osoby, które nie mają pomysłu na siebie, nie wyszło im funkcjonowanie w swoim zawodzie i zobaczyły w ustawieniach sposób na życie i na zarabianie.
Dlatego nie prowadzę już szkoły ustawień.
Ale uczę ustawień.
Możesz przyjść do mnie, stanąć obok, być obecnym na moich warsztatach lub na sesjach ze mną, pracować ze swoimi tematami, gdy dochodzą one do głosu w rytmie twojego życia.
Będę Ci w tym towarzyszyć.
Będziemy razem patrzeć możliwie szeroko, stać z otwartym umysłem, czuciem i sercem.
Żyć, doświadczać i poszerzać pole widzenia.
I jeśli zapytasz mnie w pewnym momencie, czy dam Ci certyfikat – poczuję odpowiedź i udzielę ci jej możliwie uważnie i uczciwie.
Jeśli odpowiedź będzie „tak”, „to jest dobry moment” – wypiszę Ci papier z pieczątkami.
A może poczujesz, że wcale nie potrzebny Ci ten dyplom?
Zrobimy tak, jak rozpoznamy, że jest właściwe.
To nie jest prosta ścieżka nauki. Ale jedyna jaka mi się teraz pokazuje.
Nie sztywna struktura z wyliczonymi godzinami. Bardziej nauka na kształt sokratejskiej majeutyki. Tylko Sokrates dochodził do prawdy w umyśle, poprzez rozmowę. A w ustawieniach to „położnictwo” dotyczy czucia, intuicji. Rozum i wiedza też mają tu swoje miejsce, aczkolwiek nie siedzą na tronie.
Jeżeli taka nauka Cię interesuje – zapraszam.
Agnieszka Gąsierkiewicz